- Justin! Justin! Pomóż mi proszę! - krzyczałam równocześnie płacząc.
Zwolniłam, kiedy już miałam pewność, że ten mężczyzna za mną nie biegnie.
- Justin, gdzie jesteś, proszę.... - szepnęłam sama do siebie.
- Idziemy gówniaro - usłyszałam głos mężczyzny zza siebie.
Oplótł ręką moją szyję.
- Błagam puść mnie! - prosiłam ile się dało.
- Zostaw ją skurwielu! - krzyknął jakiś chłopak.
Justin?
Nie myliłam się, to Justin.
- Nie jest twoja, więc dobrze radzę, chłopczyku, odpierdol się od nie sowich spraw.
Mój przyjaciel... mogę go tak nazwać? On mnie tak nazywa...
No to.. Mój przyjaciel podszedł do tego palanta co stał za mną i porządnie uderzył mu w nos. Wziął mnie za rękę i zaczęliśmy biec.
- To jeszcze nie koniec Bieber! - krzyknął
Dobiegliśmy do samochodu i wsiedliśmy do niego, a ja cały czas płakałam.
- Jezu, Justin! Dziękuję ci za wszystko - powiedziałam łzawiąc
- Nie masz za co dziękować, powiesz mi co się stało?
- No bo.. - przerwała - ja weszłam do domu usłyszałam jak moja ciocia rozmawia z tym oto mężczyzną, któremu przed chwilą prawdopodobnie złamałeś nos, za co baaaardzo dziękuję, o tym, że ona chce za mnie 300 tysięcy i jak tamten się zgodził, tak na prawdę ich podsłuchiwałam, a jak 'transakcja' dobiegła końca szybko uciekłam z domu, gdy ten mnie zauważył i rzucił coś w stylu ,,jesteś moja'' i ja zaczęłam biec no i dalej znasz całą historię. - powiedziałam na jednym wdechu wybuchając znowu płaczem.
- Masz tu jakąś rodzinę? Czy coś...? - zapytał
Kiwnęłam przecząco głową.
- Czyli jedziemy do mnie?
- Jeśli mogłabym.
- Jesteś moją przyjaciółką, więc w moim domu zawsze będziesz mile widziana.
Zrobiło mi się miło kiedy to powiedział.
Ruszył samochodem.
- Masz szczęście, że zapaliłem papierosa, bo bez tego nie zostałbym dłużej i nie uratowałbym cię.
Zarumieniłam się. To takie fajne usłyszeć takie rzeczy.
- I... Witaj ponownie w apartamencie Biebera. - uśmiechnął się.
Wziął mnie za rękę i weszliśmy, ponownie, do jego domu.
- Uuu Bieber nową laske przytargał? Od ilu jesteście razem? - zapytał damski głos.
- To jest Jazmyn, moja siostra. - szepnął mi do ucha.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi... - powiedziałam nieśmiało.
- Taa, jasne. Ten gość, który obok ciebie stoi nie sprowadza sobie o 23 do domu 'przyjaciółek'
Znowu zarumieniłam się.
- Jazmyn, proszę... - warknął Justin
- Dobra, dobra. - odpowiedziała obrażona.
Justin wziął mnie za rękę i zaprowadził na górę.
- Tu jest łazienka - wskazał palcem na drewniane drzwi. - Możesz wziąć prysznic czy zrobić jakieś babskie sprawy, a ja przyniosę ci jakąś moją koszulę do spania, nie będziesz się w tym męczyła.
Podeszłam do łazienki i czekałam chwilkę na Justina. Przyniósł mi swoją białą koszulę i beżowy ręcznik. Uśmiechnęłam się do niego wchodząc do pomieszczenia.
Zamknęłam drzwi na klucz, rozebrałam się i weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Opadały na mnie gorące kropelki wody - takie jak uwielbiałam.
Po umyciu się wyszłam z kabiny i wytarłam się dokładnie, po czym założyłam koszulę chłopaka i ogarnęłam po sobie łazienkę.
Wyszłam z niej i zaczęłam szukać przyjaciela.
Jak to pięknie brzmi. Hailey Matthew ma przyjaciela.
- Justin? - szepnęłam dość głośno.
Na końcu korytarza uchyliły się drzwi, z których wyszedł Justin.
Podszedł do mnie i się uśmiechnął.
- Wyglądasz przesłodko, księżniczko. - kiedy to powiedział TRZECI RAZ zarumieniłam się.
Drugi raz nazwał mnie księżniczką. Drugi? Chyba tak.
- Chodź, zaprowadzę cię do mojej sypialni. Ja będę spał w salonie.
Wziął mnie za nadgarstek i lekko pociągnął w stronę dużych drzwi.
- Ja pójdę się odświeżyć i zaraz przyjdę sprawdzić co z tobą, dobrze?
Kiwnęłam twierdząco głową i usiadłam na rogu łóżka.
Jak Justin poszedł przyszła do mnie jego siostra.
- Cześć, Jazmyn jestem. - wyciągnęła do mnie rękę
- Hailey. - powiedziałam z uśmieszkiem chwyciłam jej dłoń. - ile masz lat?
- Mam 15, a ty?
- Jestem o rok starsza.
- Justin zwykle nie zadaje się z młodszymi, musisz dla niego coś zna..
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - przerwałam jej
- czyć - dokończyła poprzednią wypowiedź - Taa, jasne. - rzuciła i wyszła z pomieszczenia.
Nie musiałam długo czekać, a przyszedł Justin.
- Wszystko okej? - zapytał przeczesując swoje mokre blond włosy ręką.
- Tak, myślę, że tak.
- Ejj, jesteś jakaś przybita. Co się dzieje? Chodzi o Jazmyn?
- Nie, z nią wszystko w porządku, tylko zastanawiałam się... czy... z resztą nie ważne.
- Dawaj, pytaj, luz.
- To głupie, serio.
- Dobra, jak chcesz. - uśmiechnął się.
- To Dobranoc.
- Dobranoc.
Po tych słowach położyłam się w jego ogromnym łóżku i zasnęłam.
Poszłam odwiedzić Madison w szpitalu, bo biedna jeszcze w śpiączce leżała.
Weszłam do sali i zastałam ją w takim samym stanie co wczoraj.
- Madi, wszystko w porządku? - spytałam siadając obok niej
- Jesteś kurwą, Hailey. Jak ty mogłaś.
Nie dała mi nic powiedzieć i znalazła się przede mną dusząc mnie. Jak to możliwe, była w śpiączce? Traciłam powoli oddech i zapadłam w głęboki sen.
Podniosłam się do pozycji siedzącej na łóżku. Byłam cała zdyszana.
- Co się dzieje? - do pokoju wbiegł Justin.
- Przepraszam, miałam zły sen. Krzyczałam?
- Krzyczałaś. Myślałem, że coś się dzieje, dlatego przyszedłem. - powiedział opiekuńczo.
To takie słodkie jak ktoś się mną opiekuje.
- Jeszcze raz przepraszam.
Justin miał już wyjść, ale mu przerwałam.
- Justin?
- Słucham? - spytał.
- Mógłbyś zostać... ze mną? Boję się. - powiedziałam niepewnie
- Jasne.
Podszedł do mnie i położył się obok, otulając mnie.
Spałam pod jedną kołdrą, na jednym łóżku z przyjacielem, którego znam od 2 dni.
- O to chciałaś spytać wieczorem?
- Mhmm. - szepnęłam cicho.
- Dobranoc Hailey.
- Dobranoc Justin.
Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że... to może dziwnie zabrzmieć... nigdy do nikogo się nie przytuliłam, oprócz Justina i cioci.
___________
Znowu zły sen... słoodko
Rozdział dodaję rano, bo wczoraj miałam niezłą wenę i napisałam dwa.
Pozdrawiam czytelników:*
Rozdział dodaję rano, bo wczoraj miałam niezłą wenę i napisałam dwa.
Pozdrawiam czytelników:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz