- Hailey, powinnaś wrócić do łóżka.
- Walić moje zdrowie.
- Nie mów tak, serio
Próbowałem zaciągnąć dziewczynę spowrotem do pokou, ale w tym momencie przerwał mi lekarz
- Panno Matthew, rzeczywiście pani się obudziła, ale prosimy wrócić do łóżka. Pani stan bardzo zagraża pani zdrowiu.
Lekarz odprowadził Hailey do pokoju, a ona położyła się na łózku. Gdy spotkałem lekarza wychodzącego z pomieszczenia musiałem go zapytać.
- Proszę pana, czy da jeszcze się wyleczyć Hailey?
- Jasne, poleży troszkę i jej stan będzie stabilny.
- Chodzi mi o nowotwór mózgu.
- Ah, u Hailey jeszcze niezbyt się rozwinął, więc możemy temu zapobiec.
- Czyli przeżyje?
- No to jednak nie jest takie proste, ponieważ urządzenia, które się używa są drogie, a państwo nie płaci, więc trzeba zapłacić z własnej kieszeni.
- Ile? Dam wszystko! milion? Dwa?
- Oo, proszę pana. 250 tysięcy, jak nie więcej. Widzę, że bardzo panu zależy na zdrowiu narzeczonej.
- A Panu nie zależałoby?
- Zależałoby. Proszę iść do panny Matthew, a jak pan z nią porozmawia to może pan przyjść i porozmawiamy o operacji.
Podziękowałem mu grzecznie i udałem się do sali, w której leżała Hailey. Tak bardzo się cieszyłem, że mogę ją uratować!
- Hailey? - zapukałem i wszedłem do środka.
- Justin? Miło cię znów widzieć. - ciepło się do mnie uśmiechnęła.
Podszedłem do jej łózka, a ona przesunęła się na bok, żebym mógł się obok niej położyć. Zrobiłem to, a ona oparła głową o moją pierś.
- Księżniczko, mogę cię o coś zapytać?
- Jasne.
- Czy no wiesz.. Słyszałaś co do ciebie mówiłem? No jak byłaś.. no wiesz, spałaś?
- Usłyszałam wszystko.
- Kocham cię księżniczko
- Kocham cię księciu.
Po chwili milczenia, zacząłem czuć, że moja koszulka przemaka łzami.
Wstałem z miejsca i uklęknąłem obok łóżka patrząc na dziewczynę.
- Co się stało?
- Wiesz, Justin. To jest w pewnym sensie bardzo trudne.
- Księżniczko, miłość nie jest trudna, ale musisz uwierzyć.
- To nie o to chodzi... Bo... Za rok umrę i wtedy wszystko przestanie istnieć.
- Kochanie, poradzimy sobie. Ja później wrócę, bo muszę iść coś załatwić.
Pocałowałem lekko jej śliczne usta i wyszedłem z sali rzucając jej ostatni uśmieszek.
Podszedłem do gabinetu lekarza, zapukałem, a gdy rozleglo się 'proszę' wszedłem do środka i usiadłem naprzeciw mężczyzny.
- Panie...
- Bieber.
- Więc, panie Bieber. chcił pan porozmawiać o nowotworze pańskiej narzeczonej?
- Tak, dokładnie.
- Wszystko obliczyłem i to będzie wynosić 266 tysięcy.
- Mam pytanie; kiedy jest najbliższy termin?
- Um.. Mógłbym pana wcisnąć na dziś wieczorem, iż jednemu z pacjentów nie udało się dożyć. Dziś miał mieć operację, ale do niej nie dojdzie. ATo na dziś?
- Jasne! Lecę do banku wypłacić pieniądze.
Nie wierze, że tak łatwo poszło.
- Jeszcze jedno panie Bieber.
- Słucham?
- Umowa.
- Podpiszę ją jak wrócę.
- Opiekun prawny jest potrzebny.
No to po mnie.
A raczej po Hailey.
Jej matka nigdy się na to nie zgodzi.
No chyba że...
***
Wypłaciłem milion z mojego konta w banku. Mam na nim znacznie więcej, bo mam firmę o rodzicach, dokładniej po mamie.
Pojechałem w stronę domu Hailey.
Zapukałem do drzwi.
Drugi raz
Trzeci
Dziesiąty
Setny
- Kurwa mać czego chcesz? - kobieta otworzyła drzwi i warknęła.
- Pani jest Jasmine Matthew?
- Tak do kurwy nędzy.
- Po pierwsze grzeczniej, a po drugie zapłacę pani 734 tysiące za podpisanie zgody.
______
Chciałam wam jeszcze podziękować za 1 tysiąc wyświetleń ba blogu! Wow, to niesamowite:) dziękuję wam :*
- Kocham cię księżniczko
- Kocham cię księciu.
Po chwili milczenia, zacząłem czuć, że moja koszulka przemaka łzami.
Wstałem z miejsca i uklęknąłem obok łóżka patrząc na dziewczynę.
- Co się stało?
- Wiesz, Justin. To jest w pewnym sensie bardzo trudne.
- Księżniczko, miłość nie jest trudna, ale musisz uwierzyć.
- To nie o to chodzi... Bo... Za rok umrę i wtedy wszystko przestanie istnieć.
- Kochanie, poradzimy sobie. Ja później wrócę, bo muszę iść coś załatwić.
Pocałowałem lekko jej śliczne usta i wyszedłem z sali rzucając jej ostatni uśmieszek.
Podszedłem do gabinetu lekarza, zapukałem, a gdy rozleglo się 'proszę' wszedłem do środka i usiadłem naprzeciw mężczyzny.
- Panie...
- Bieber.
- Więc, panie Bieber. chcił pan porozmawiać o nowotworze pańskiej narzeczonej?
- Tak, dokładnie.
- Wszystko obliczyłem i to będzie wynosić 266 tysięcy.
- Mam pytanie; kiedy jest najbliższy termin?
- Um.. Mógłbym pana wcisnąć na dziś wieczorem, iż jednemu z pacjentów nie udało się dożyć. Dziś miał mieć operację, ale do niej nie dojdzie. ATo na dziś?
- Jasne! Lecę do banku wypłacić pieniądze.
Nie wierze, że tak łatwo poszło.
- Jeszcze jedno panie Bieber.
- Słucham?
- Umowa.
- Podpiszę ją jak wrócę.
- Opiekun prawny jest potrzebny.
No to po mnie.
A raczej po Hailey.
Jej matka nigdy się na to nie zgodzi.
No chyba że...
***
Wypłaciłem milion z mojego konta w banku. Mam na nim znacznie więcej, bo mam firmę o rodzicach, dokładniej po mamie.
Pojechałem w stronę domu Hailey.
Zapukałem do drzwi.
Drugi raz
Trzeci
Dziesiąty
Setny
- Kurwa mać czego chcesz? - kobieta otworzyła drzwi i warknęła.
- Pani jest Jasmine Matthew?
- Tak do kurwy nędzy.
- Po pierwsze grzeczniej, a po drugie zapłacę pani 734 tysiące za podpisanie zgody.
______
Chciałam wam jeszcze podziękować za 1 tysiąc wyświetleń ba blogu! Wow, to niesamowite:) dziękuję wam :*
Super
OdpowiedzUsuńCudowny
OdpowiedzUsuń