- Do jesnej cholety jakiej zgody?
- Na leczenie córki.
- Nie zapłacę - przeprała - za żadne leczenie - wycedziła przez zęby
- Ja zapłacę. Chyba, że te ponad 700 tysięcy mają przepaść, ale trudno...
- Przekonałeś mnie gówniarzu, dawaj.
- Musimy jechać do szpitala.
- Najpierw pieniądze.
- Zostajie je w samochodzie, a jak wrócimy oddam pani.
Wsiedliśmy do mnie do auta i odjechaliśmy z piskiem opon. Nie jechaliśmy długo i po chwili bylśmy już pod gabinetem.
- Można? - spytałem
- Jasne, Bieber, wejdź.
Weszliśmy i usiedliśmy na przeciwko niego.
- Dzień dobry, Jasmine Matthew. Moja córka tu leży, przyszłam tylko podpisać zgodę.
facet podsunął jej umowę, a ona jedym ruchem ręki podpisała. Miała wszystko w dupie. Wyszła z gabinetu i pociągnęła mnie za sobą.
- Teraz pieniądze.
Rzuciłem jej kluczyki i kazałem później odnieść.
- Panie Bieber, jeszcze pieniądze.
- Muszę je przelać czy do ręki?
- Do ręki, najlepiej.
Tak jak powiedział tak zrobiłem. Wyszedłem do auta i zobaczyłem kobietę z dwoma teczkami.
- Chwila, dokąd? Jedna jest moja.
- Która?
- Ta do jasnej cholery na której napisane jest 266 tysięcy!
Oddala mi teczkę i kluczyki, a ja zamknąłem samochód i skierowałem się w stronę szpitala. Rozliczyłem się z kolesiem i wszedłem do Hailey.
- Tęskniłaś księżniczko? - spytałem, a na jej twarz wkradł się uśmiech.
- O mój Boże, nawet nie wiesz jak bardzo!
Schyliłem się nad nią i delikatnie uratowałem jej usta. Ona złapała mnie za policzki i pogłębiła pocałunek. Całowaliśmy się chyba z godzinę, ale to nie była godzina prawdziwego czasu. W prawdziwym czasie trwało to pół minuty? Minute? Gdzieś tak.
Dziewczyna poklepała na miejsce obok siebie i przesunęła wie, dając mi do zrozumienia żebym usiadł.
Położyłem się obok niej, a ona spuściła głowę na mój tors.
- Ej mała, wiesz co?
- Co stary?
Zaśmialiśmy się oboje.
- To, że bardzo cie kocham
- Oki, nie na sprawy - odpowiedziała
- 'Nie ma sprawy?' - zacytowałem ją.
Zaczęła się śmiać lekko i mnie otuliła.
- Tez cie kocham, i to baardzo.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, a może to do niej, i pogłaskałem ją po głowie.
Dziewczyna powoli zamykała oczy i odpływała. Nie wiem czy to przez mój dotyk, że jestem taki niesamowity, czy przez to ze była bardzo wykończona.
Stawiam, że to drugie jest bardziej realne.
Leżelismy długo przytuleni do siebie, aż wstałem żeby sprawdzić godzinę. Była 19:40, czyli zaraz wpatruje lekarz i przygotuje ją do operacji.
Wyspowodziłem się z jej objęc tak aby jej nie obudzić i poszedłem w stronę drzwi. Chwyciłem za klamkę i pociągnąłem drzwi w swoją stronę, aby się otworzyły. Stanął przede mną lekarz
- Może pan coś wymyślić, żeby nie było że dałem pieniądze na leczenie? W sensie żeby nie wiedziała że operacja ma uratować jej życie. - szepnąłem
Lekarz tylko kiwnął głową i ominął mnie. Wyszedłem na korytarz i pozostało mi czekać.
Wywieźli moją mała księżniczke, a ona dopytywała się o co chodzi.
- Panno Matthew, jest zagrożenie dla życia, więc proszę zachować spokój. Musimy panią operować.
Dobrze to rozegrał, bo dziewczyna położyła się sportem na łóżko. Nie żeby na min nie była, ale była poparta łokciami.
Stanąłem przed salą, gdzie operowana była moja księżniczka. Czekałem z niecierpliwością na koniec. Wydawało mi się że to ciągnie się w nieskończoność! Czy to tak długo musi trwać? Podszedłem do baru i kupiłem kawę, żeby tam nie zasnąć i wróciłem sportem.
W tej chwili lekarz wyszedł z sali.
- Co z nią?
- Udało się nam pozbyć raka. Może pan wejść do ukochanej.
Kamień spadł mi z serca. To było nie do opisania. Przynajmniej nie stracę już osoby na której mi w chuj zależy! Mogłem dla Avalanny zrobić to samo, ale było już za późno. Ślad za nią przypadł.
_________
Hej kochani, nie wiem czy ten rozdział jest długi czy krótki, bo pisałam go na telefonie i wybaczcie ze tak późno je dodaje, ale szkoła. W weekend będę się starała pisać rozdziały i dodawać je w poszczególne dni. Skończyły mi się juz ferie, więc nie będzie tak łatwo. Staram się ciągle dodawać je regularnie. Dobrabic:*
Świetny czekam na next
OdpowiedzUsuń