niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 2

   Ciocia zapisała mnie do szkoły, gdzie chodziłam już 3 dni. Poznałam Madison i od tego czasu jesteśmy nierozłączne. Poznałam też jej chłopaka. Nazywał się Justin. Wydawał się bardzo miły. 
- Podobasz mi się, ojj bardzo - Justin szepnął mi do ucha przyciskając mnie do ściany.
Nic nie odpowiedziałam, ale zaczęłam całować jego malinowe usta. Odwzajemnił pocałunek. Tak cudownie smakował. Chciałam więcej, coraz więcej. Nagle chłopak wyparował. Dosłownie. Rozpuścił się w powietrzu. Stanęłam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Oglądnęłam się dookoła i zobaczyłam Madison. Była ona ubrana białą krótką sukienkę szpitalną. Nie miała nic na stopach, ale robiła ślady krwi jak szła. Na sercu było widać, że ktoś ją postrzelił. 
- Zraniłaś mnie, zraniłaś mnie Hailey. - mówiła idąc powoli w moją stronę. Znajdowała się 10 metrów ode mnie. Chciałam uciekać, ale byłam cała sparaliżowana. W ułamku sekundy przeniosła się przede mnie, rozszerzyła oczy i zaczęła mnie dusić.
- Zapłacisz za to! On jest mój, a raczej był mój.
Nie mogłam oddychać. Powoli odpływałam i straciłam przytomność.

- Cii, kochanie, nie krzycz - powiedziała ciocia. - to tylko zły sen.
Głaskała mnie po głowie próbując uspokoić. Ja ciągle głośno oddychałam.
- J-ja moc-cno krzycz-załam? - wydusiłam z siebie.
- Troszeczkę, ale teraz śpij, jest czwarta nad ranem. Za 3 godziny cię obudzę do szkoły.
Pokiwałam głową i obróciłam się na drugi bok, żeby zasnąć. Powoli powieki stawały się cięższe, aż w końcu zapadłam w krainę snu.

     Znajdowałam się na łące pomiędzy kwiatkami. Na środku znajdowało się drzewo, na jego gałęzi opadała huśtawka, a na niej dziewczynka. Podeszłam bliżej, a ona się odwróciła.
- To przez ciebie. - usłyszałam jej głos. To.. moja malutka siostrzyczka.
Zginęła jak miała 3 lata. Mama nigdy nie chciała powiedzieć dlaczego. Straciłam ją jak miałam 12 lat.
- Ja nie żyję przez ciebie. - szepnęła
- Jak to Charlie? - spytałam.
- Wolałaś zajmować się tańcem niż mną, więc mama mnie oddała.
- Oddała cię? Komu?
- Wilkom na pożarcie.

- Hailey, wstawaj do szkoły.
Wyrwałam się ze snu i spojrzałam na nią.
Dzięki Bogu.
- Mogę nie iść? - powiedziałam zaspana
- Hailey, masz dzisiaj tylko 3 lekcje, poza tym to drugi dzień szkoły, nie zawal tego.
Wstałam od niechcenia z łóżka, wzięłam świeże ubrania i poszłam do łazienki.
Ubrałam czarne legginsy i bluzkę do pępka ze znakiem nieskończoności na piersi, a na nogi założyłam moje ulubione superstary.
Wzięłam czarną torebkę z H&M i wyszłam z domu żegnając się z ciocią.
Szłam przez park do szkoły.
Gdy weszłam do budynku zobaczyłam idącą w moją stronę z chłopakiem Madison.
- Cześć Hailey. To jest Justin, mój chłopak.
Zamarłam.
Szatyn wpatrywał się we mnie swoimi miodowymi tęczówkami.
- Miło mi, jestem Hailey. - wyciągnęłam do niego rękę, którą uścisnął.
- Pójdę do łazienki, zaraz wrócę - powiedziała Madison.
Zostaliśmy sami.

     Poznałam Madison i od tego czasu jesteśmy nierozłączne. Poznałam też jej chłopaka. Nazywał się Justin. Wydawał się bardzo miły. 

Justin zobaczył, że mu się przyglądam z przerażeniem.
- Mam coś na twarzy czyy?
- Um, przepraszam. Nie, nic nie masz.
- Nie masz za co przepraszać, jest spoko. - kiwnął głową.
Odeszłam od niego i skierowałam się do klasy.
Na korytarzu zobaczyłam plakat.

Zajęcia taneczne w Jumpie
Zapisy do dnia 15 czerwca
Zupełnie za darmo.
Środy i piątki na 18.30
na francuskie 547
Przyjdź na pierwszą lekcje.

Ciocia mi nie pozwoli. 
To twoja pasja, Hailey!
Dobra, nie muszę wysłuchiwać zdania cioci.
Jak tańczę zapominam o wszystkim.

*Wieczorem

Jeszcze pisałam wypracowanie z polskiego na łóżku, aż mój iPhone zawibrował.
Co to znaczy? Dostałam SMS'a

Od: Madison
Do: Hailey
O: 00:58
Hailey, pokłóciłam się z Justinem na zawsze.

Od: Hailey
Do: Madison
O: 1:00
Ejj, nie mów tak. Na pewno się pogodzicie.

Od: Madison
Do: Hailey
O: 1;01
Powiedział, że nie nie kocha i nigdy nie kochał

Zamarłam.


1 komentarz: