środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 5

- Teraz ja mogę ci zadać pytanie?
- Jasne, wal śmiało - powiedziała.
- Wytłumaczysz mi od początku o co chodziło z tym ' został mi rok życia '?
- No to.. ym.. - przerwała - Ja dowiedziałam się, że mam raka mózgu, jak jeszcze byłam we Włoszech.
- Dlatego przyjechałaś tu?
- Daj mi dokończyć. To.. Moja mama powiedziała, że zapłaciła 250 tysięcy za operację, której termin mieli wynaczyć mi dziś. Pojechałam do Atlanty i wtedy poznałam Madison i Ciebie.
- No to chyba dobrze, że będziesz miała operację.
- Lekarz powiedział, że moja mama chciała tylko wiedzieć ile będę żyła. Ona tak na prawdę nie zapłaciła pieniędzy.
- Hailey, tak mi przykro.
- Nie musi ci być przykro, współczucie wywołuje jeszcze większy ból.
- Może powinnaś porozmawiać z mamą?
- Um.. Masz rację. Mogę teraz zadzwonić?
- Jasne, nie ma problemu.

Hailey's POV


Wyciągnęłam telefon i wpisałam numer mamy. 
Pierwszy sygnał - nic
Drugi sygnał - nic
Trzeci sygnał...
- Hailey?
- Mamo?
- Co się stało?
- Dlaczego mnie okłamałaś? - powiedziałam poważnie. - nie zapłaciłaś 250 tysięcy na leczenie.
- Ojj, jak mi przykro - powiedziała ironicznie.
- Dlaczego mnie okłamałaś? - powrórzyłam pytanie.
- Co ty sobie myślisz? Że będę niańczyć chorego bachora? Może jeszcze mam zapłacić taką sumę pieniędzy? - splunęła, a po moich policzkach zaczęły lać się łzy. - Wysłałam cię do ciotki, żeby mieć wreszcie święty spokój. I go mam.
- A wiesz co ja ci powiem? - powiedziałam przez łzy - Powiem ci, że jesteś najgorszą osobą jaką w życiu spotkałam. Czuję do siebie obrzydzenie, że mnie urodziłaś. Jeśli nie chciałaś mnie to po co pieprzyłaś się z moim ojcem? - ostatnie pytanie wykrzyczałam. - Gdyby mnie nie było na świecie byoby lepiej, prawda?
- Hailey...
- Dobranoc, suko. - splunęłam i rozłączyłam się.

- Hailey, co się stało? - pytał Justin.
- Nie, po prostu muszę to wszystko przemyśleć. - powiedziałam, a z oczu kapały mi strumienie łez.
Znacie to uczucie, kiedy najbliższa wam osoba odwraca się od was? O co ja się pytam, oczywiście, że nie.
- Nie chcę ci zawracać głowy, pójdę już. Robi się ciemno.
- Jeśli chcesz możesz zostać na noc. 
- Nie wiem czy mogę.
- Przyjacielowi odmówisz? - spytał uśmiechając się i pokazując rządek białych zębów. 
Zobaczył moją skwaszoną minę, więc odpuścił.
- Doobra, odwieźć cię?
- Jak mógłbyś. Boję się wracać sama, a już ciemno się robi.
Oboje wstaliśmy z kanapy i skierowaliśmy się w stronę drzwi przechodząc przez nie. Justin zamknął je na klucz, po czym udaliśmy się do jego samochodu. Chłopak od razu otworzył mi drzwi ze strony pasażera na co ciepło się uśmiechnęłam. Obszedł auto wsiadając na miejsce kierowcy i ruszył.
- Wiesz, Justin... To miłe.
- Co jest miłe? - powiedział jakby nie wiedział o co chodzi.
- Nigdy nie miałam przyjaciela.
- Nigdy?
- Nigdy w życiu. We Włoszech byłam nikim.
- Włochy to już przeszłość, księżniczko.
Powiedział księżniczko? Dobrze usłyszałam?
- W jeden dzień zrobiłeś dla mnie więcej niż wszyscy przez całe życie.
Kurwa Hailey, ty go znasz 2 dni. Nie mów mu wszystkiego.
- Co ty na to? - wyrwał mnie z rozmyśleń.
- Proszę? - zapytałam
- Słuchałaś w ogóle co mówiłem?
- Szczerze? Ani trochę. - zaśmiał się jak to powiedziałam.
- Mówiłem, że jesteś słodka.
Ja jestem słodka?
Proszę...
W sumie, za rok mnie już tu nie będzie.
To dobrze czy źle?
Chyba dobrze.
Lepiej dla wszystkich dookoła.
- Dziękuję za podwiezienie. - powiedziałam.
- Zobaczymy się jeszcze przyjaciółko?
- Mam taką nadzieję. - uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z saochodu.
Skierowałam się do mojego... znaczy cioci domu. Odworzyłam drzwi, już chciałam krzyknąć do cioci, że jestem, ale była z jakimś facetem i rozmawiali.
- Dam za dziewczynę 250 tysięcy.
- Chcę 300. - syknęła ciocia.
- Umowa stoi. 300 tysięcy za Hailey Matthew.
Najwyraźniej podali sobie ręce, a ja szybko uciekłam z domu. Miałam nadzieję, że zobaczę Justina, ale tak nie było. Już odjechał.
Za mną usłyszałam głos mężczyzny, prawdopodobnie tego co prowadził 'transakcję' z moją ciocią.
Serio mam tak zrytą rodzinę? Matka mnie nienawidzi, ciotka sprzedaje.
- Hailey, pojedziesz teraz ze mną. - splunął i złapał mnie za ramię.

______________
To się porobiło;)
Następny rozdział już jutro, więc czekamy:)
Jak myślicie, Justin uratuje Hailey z kłopotów?

1 komentarz:

  1. Musi ją uratować bo tak to za dużo masakry ta matka to chyba psychiczba tak jak i ciotka ja nie mogę się doczekać nexta xoxo

    OdpowiedzUsuń