piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 7

Hailey's aunt POV


*Cofamy się do wizyty mężczyzny*

- Dam za nią 250 tys.
- Chcę 300. - targowałam.
- Dobra. Umowa stoi. Hailey Matthew jest moja.
Podaliśmy sobie ręce i mężczyzna dał mi teczkę z pieniędzmi, po czym wyszedł, a ja usłyszałam jak ktoś wybiega z domu.
Hailey? Kurwa mać, co ja narobiłam.
Podeszłam do okna i zauważyłam całą sytuację.
Hailey została złapana.
Bierz ją kutasie.
Co kurwa? 
Chłopak podbiegł i przypieprzył mu w nos.
Hailey do cholery!
Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Jasmine.
Pierwszy sygnał,
Drugi sygnał
- Halo? - rozległ się głos w słuchawce
- Sprzedałam ją, ale uciekła gnojowi.
- Jak to kurwa? Gdzie? - spytała siostra
- Skąd mam to wiedzieć?!
- Dobra kurwa jutro będę u ciebie.
Rozłączyłam się.

Następnego dnia czekałam na Jasmine na lotnisku.
- Jesteś już do cholery. - rzuciłam
- Gdzie ta suka pobiegła?
- Nie wiem, z jakimś chłopakiem do samochodu wsiedli i odjechała.
- Pamiętasz rejestrację? - zapytała głupio
- Tak, bo kurwa wszyscy patrzą na rejestrację.
- A jak on wyglądał?
- Miał blond grzywkę opadającą na czoło, widać podkreślone kości policzkowe, tatuaże na rękach, tyle zobaczyłam. - splunęłam
- Bieber.


Justin's POV


Wstałem cichutko, żeby nie obudzić mojej księżniczki. Tak słodko spała.
Bieber się pierwszy raz zakochuje się szczerze?
Nie prawda, spierdalaj podświadomość!
Poszedłem do kuchni, żeby zrobić jej śniadanie.
Hmm.. tylko co by tu...?
Naleśniki!
Wyrobiłem ciasto i powoli wlewałem na patelnię.
W tym czasie na dół zeszła Hailey. Tak śmiesznie wyglądała.
Miała na sobie o wiele za dużą moją koszulę, potargane włosy, rozmazany makijaż.
Była ode mnie o 20 cm niższa, a to trochę dużo
-  Co tak pachnie? - spytała swoim zaspanym głosikiem.
- Naleśniki, lubisz?
- Uwielbiam! - krzyknęła i podbiegła do mnie.
Wyłożyłem wszystkie na talerz, a Hailey nakryła do stołu.
Odsunąłem jej krzesło, a gdy usiadła zrobiłem to samo naprzeciwko niej.
- Nutella, czy masło orzechowe?
- Masło orzechowe i naleśniki? Niee..Masz może syrop klonowy?
- Lubisz syrop klonowy? Myślałem, że nikt nie lubi!
- Uwielbiam!
Podszedłem do szafki i wyjąłem 3 butelki cieczy.
Podszedłem do niej i oboje nalaliśmy sobie chyba z pół litra na jedzenie.
- Mmm cudowne! - jęknęła z przyjemności na co się uśmiechnąłem.
- Ej! Nie wiem co tam robicie, ale proszę - ciszej! - wrzasnęła Jazmyn z salonu.
Widać było, że Hailey zarumieniła się, bo zakryła to ręką.
- Uwielbiam kiedy się rumienisz. - zaśmiałem się. - jeszcze w tej wielkiej koszuli.
- Ejj, ty siedzisz w samych bokserkach. - uśmiechnęła się
Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Justin? Odwieziesz mnie dzisiaj do domu? Nie chcę ci zawracać na głowie.
- Nie zawracasz, jesteś moją przyjaciółką! Chcę żebyś tu była, dopóki nie będę miał pewności, że będziesz w domu bezpieczna.
- A jak nigdy nie będę?
- To na zawsze ze mną zamieszkasz.
- To takie miłe z twojej strony, ale ja nie mogę.
- Nie chcę, żeby ci się krzywda stała.
- Nie stanie, serio.
- Nie będę ryzykował. Mogę cię tylko zawieźć po ubrania do domu. 
- Ale wejdę sama?
- Taa jeszcze czego. A jak cię koleś uprowadzi?
- Nie ufasz mi?
- Pytanie na pytanie?
- Możliwe.
- Tobie ufam, tylko jemu nie.
- A więc wejdziesz ze mną.
- A więc dobrze.
Chwilę patrzyliśmy się na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
- Co to było? - jeszcze się nie opanowałem.
- Nie mam pojęcia - powiedziała dziewczyna przez śmiech.

2 komentarze: