niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział 9

- Nie, nie możliwe. - jąkał się jak to mówił.
- Nie wiem co to znaczy, ale mógłbyś pójść tak i no wiesz...
- Uważasz, że to dobry pomysł?
- Ja nigdy nie mam dobrych pomysłów, ale jak... - przerwałam - z resztą nie ważne. Możemy nawet teraz iść.
- A twoja glowa?
- Pieprzyć mój łeb!
Zaśmial się jak to powiedziałam.
- A więc chodźmy..
Oboje wstaliśmy.
- Justin? Bo jest pewnien problem.
- Jaki? - spytal jakby nie wiedział o co mi chodzi.
- Ubrania.
- A tak. Pójdę po jakieś od Jazzy, zmieścisz się chyba, nie? Między wami jest tylko rok.
- Tak, pewnie. - odpowiedziałam
Justin wyszedł z pomieszczenia, a ja usiadłam na łóżku. Nie musiałam długo czekać, bo szybko przyszedł do mnie z rzeczami.
- Dziękuję. - powiedziałam z małym uśmieszkiem
Nic nie powiedział tylko odwzajemnił gest, a ja poszłam do łazienki.
Zrzuciłam z siebie koszulę Justina i włożyłam ją do kosza na brudne rzeczy.
Bo chyba nim był, nie?
No i ubrałam się w rzeczy dziewczyny.
Dała mi czarną koszulkę z napisem 'Fuck Off' i czerwone rurki.
Koszulkę włożyłam w spodnie i lekko ją wypuściłam, po czym wyszłam z łazienki i zeszłam na dół
Justin czekał na mnie już ubrany w czarne rurki i biały t-shirt, który podkreślał jego wyrzeźbioną klatkę piersiową.
- Gotowa? - spytał
- Jak zawsze
Ciepło się do niego uśmiechnęłam i oboje skierowaliśmy się do wiatrołapu. Ubrałam moje białe Superstary, a Justin czarne Supry i wyszliśmy na zewnątrz.
Nie zauważyłam, że chłopak schyla się, żeby zawiązać buta i poszłam dalej wpatrując się w niebo.
- Ey, księżniczko. Nie pędź tak.
Stanęłam i spojrzałam na niego oraz lekko się uśmiechnęłam.
Wtedy potrącił mnie samochód, byłam na środku jezdni.
Czułam, że po mnie spływa krew, ale nic nie usłyszałam. Jedynie tylko karetkę nadjeżdżającą i wtedy urwał mi się film.

Justin's POV


Czekałem na to, żeby któryś z lekarzy raczy mi coś powiedzieć.
W końcu się doczekałem!
- Przepraszam, może mi pan powiedzieć co z moją... dziewczyną?
Dziewczyną mówisz?
Jakbym powiedział, że przyjaciółką uznaliby, że nie jesteśmy rodziną i nie może mi udzielić informacji.
- Przykro mi, nie jest pan z rodziny. Nie możemy udzielać panu takich informacji.
- Znaczyy... Prawie jesteśmy. To moja narzeczona.
- No dobrze, niech panu będzie. Jak się nazywa?
- Hailey Matthew.
- To znaczy, pańska narzeczona jest w ciężkim stanie, zrobiliśmy jej tomografię głowy. Nic nie jest uszkodzone, ale ma nowotwór. Jest cała poobijana, ale nie ma obrażeń wewnętrznych na tą chwilę. Leży w śpiączce. Nie mamy pewności, że się wybudzi.
- Dziękuję, mogę do niej wejść?
- Tak, myślę, że tak. Tylko musi pan nie mówić głośno ze względu na stan pacjentki.
Nic mu nie odpowiedziałem, tylko wszedłem do sali. Na początku patrzyłem w inną stronę, bo bałem się na nią spojrzeć, ale po chwili musiałem. Była cała poobijana, a do ciała miała przypięte kabelki. To one podtrzymywały ją przy życiu.
Podszedłem do niej i usiadłem na krzesełku obok. Wziąłem ją za dłoń i postanowiłem coś z siebie wydusić.
- Hailey, księżniczko. Nie mogę wybaczyć sobie tego. Jakbym nie miał wtedy rozwiązanej sznurówki, zatrzymałbym cię przy jezdni i byłoby okej. Nie wiem, czy jak się obudzisz, będziesz chciała mnie widzieć... Wszystko przeze mnie. Przepraszam za wszystko. Szczerze mówiąc, wiesz? Możesz umrzeć, choć tego tak bardzo nie chcę, i muszę ci coś ważnego powiedzieć. Możesz tego nie słyszeć, ale trudno. Będę w przekonaniu, że ci to powiedziałem, a nie stchórzyłem i milczałem. Kocham cię Hailey Matthew, tak! Dobrze słyszysz, jeśli to w ogóle słyszysz.
- J-ja ci-ieb-ie t-też. - wymamrotała.
Boże ona się budzi, moja mała księżniczka się budzi!
Wybiegłem szybko z sali i zawołałem lekarza.
- Hailey się budzi! Ona się budzi.
Lekarze weszli do sali. Byłem w siódmym niebie.
Moja mała księżniczka się budzi.
I do tego powiedziała, że mnie kocha.
Ja chyba śnię.
Po chwili wyszli z jej sali lekarze. Nie mogłem wyczytać nic z ich twarzy. Oszukanie? Złość?
- Co z nią?
- Nic, pacjentka się nie wybudziła.
Czyli śpi? Do kurwy nędzy, ona nic nie powiedziała?
Siedziałem na korytarzu z głową schowaną w rękach i nie mogłem w to uwierzyć. Jestem wariatem! Czy serio to sobie wymyśliłeś? 
Wtedy zauważyłem, że ktoś wybiega z sali.
Hailey? Tak, to była Hailey.
- Jezu, księżniczko co ty robisz? - zerwałem się na proste nogi i ją złapalem
- Justin, nie zwariowałeś.



sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 8

Hailey's POV


Złapałam się za głowę i nie mogłam nic zrobić, tak bardzo mnie bolała. Cóż... lekarz mówił, że mogą wystąpić silne bóle głowy.
- Hailey, wszystko okej? - spytał Justin
- Gdybym powiedziała, że tak skłamałabym. - powiedziałam z resztek sił.
Nie mogłam tego wytrzymać i upadłam na ziemię.
Podbiegł do mnie Justin i wziął mnie na ręce, jak miłość swojego życia przy ołtarzu i zaniósł mnie na górę, po czym położył na łóżku.
'Jak miłość swojego życia' Jezu jakie daje porównania! Hailey, jesteś chora, serio.
Wyciągnął z szafki butelkę wody i dwie tabletki.
- To powinno pomóc. - powiedział
Łyknęłam tabletki popijając wodą.
- Połóż się, mała.
- To... może głupio zabrzmieć.. a-ale boję się.
Taka prawda. Boję się sama leżeć.
W domu mam wielkiego misia, który zastępuje mi jakąś osobę.
Justina?
Nie! To tylko mój przyjaciel.
Wmawiaj sobie
Jestem tego pewna! On mnie traktuje jako przyjaciółkę, a ja go jak przyjaciela!
Kłóciłam się w myślach z podświadomością.
- To jak? - spytał Justin.
- Słucham? - nie wiedziałam o co chodzi.
- Hailey, słuchałaś mnie w ogóle?
- Noo... Niezbyt.
- Ehh, pytałem się czy przypilnować cię i czy jeszcze boli cię głowa.
- Boli, ale już znacznie mniej. A i co do tego pierwszego... to jakbyś mógł... - powiedziałam dwa ostatnie słowa tak bardzo nieśmiało
- Um, nie ma sprawy.
Wczołgałam się pod kołdrę, oparłam się o poduszki i czekałam na Justina.
- Coś nie tak? Czy mam coś na twarzy..?
- Nie, nic nie masz. Wyglądasz słodko.
- To czemu nie idziesz?
- A właśnie... Już, już.
Podszedł obok mnie i wszedł pod kołdrę.
- Justin? - spytałam otulając jego nagi tors i kładąc głowę na nim.
- Huh?
- Dziękuję za wszystko, nawet nie wiesz jak to miło mieć prawdziwego przyjaciela.
- Wiem, księżniczko.
- Skąd?
- Bo moja prawdziwa przyjaciółka właśnie się do mnie przytula.
Po tym co powiedział uśmiechnęłam i zarumieniłam się.
- A wiesz co ci jeszcze powiem?
- Co? - spytałam
- Kocham jak się rumienisz i uśmiechasz.
- Wtedy wyglądam jak.. uhh, burak!
- Nie prawda, wyglądasz słodko!
Po jego słowach chwilkę milczeliśmy. Zaczęło mi się coraz bardziej chcieć spać, więc próbowałam zamknąć powieki.
Gwałtownie ktoś wszedł nam do pokoju. Podniosłam się z miejsca.
Jazmyn
- Jezu, dziewczyno, zawał dostanę! - krzyknęłam
- Ehh, nie myliłam się. Mogę usłyszeć odpowiedź na moje wczorajsze pytanie? - uśmiechnęła się przebiegle
- Huh? - spytałam
- Od ilu jesteście razem?
- My.. nie jesteśmy razem. - powiedziałam
- Mhmm, taa. Przychodzisz do niego o 23, śpicie razem całą noc i teraz leżycie półnadzy w łóżku.
- Jazmyn, możesz wyjść do cholery?! - krzyknął Justin.
- Dobra, ale jeśli przyznacie, że jesteście parą.
- Tak, jesteśmy parą! - powiedział.
- I o to mi chodziło.
 Wychodząc trzasnęła lekko drzwiami, a ja wróciłam do mojej poprzedniej pozycji.
- Co to miało być? - spytałam
- Ona nie odpuściłaby. Chciałem, żeby dała spokój.
- Dobranoc Justin.
- Dobranoc księżniczko.
Pocałował mnie w czubek głowy i wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
Był bardzo miły.
Chyba nie wyobrażam sobie nas jako para.
Nie pasowałoby...
Szczerze? Nigdy nie miałam chłopaka, bo ktoś taki jak ja, po prostu nie zasługuje na miłość.
Taka jest prawda.
- Hailey? Śpisz już?
- Nie śpię. Co się stało?
- No bo... Nie wiem czy powinienem o to pytać, ale zaryzykuję. Co z twoim rakiem?
Rzeczywiście, nie powinien.
- No um...
- Nie umrzesz, prawda? - przerwał mi
- Umrę. Po prostu sama nie mogę się z tym pogodzić.
- Nie możesz. Wiesz... ciężko jest tracić osobę, na której ci zależy.
Czy on właśnie mi powiedział, że mu na mnie zależy?
- Straciłeś?
Na chwilę zamilkł i nie wiedział co powiedzieć, ale się przełamał
- Taka dziewczynka, Avalana się nazywała. Miała 3 latka jak zachorowała. - powiedział łamiącym się głosem
- Na co?
- Raka mózgu. Straciłem ją.
- To straszne, Justin.
- Nie możesz odejść. Jesteś wszystkim co mam.
- A Jazmyn? Rodzice?
- Miałem też brata, Jaxon'a. Moi rodzice razem z nim zginęli w wypadku samochodowym i została tylko Jazmyn.
- Twój tata to Jeremy?
- Taak, znałaś go?
- Jest lekarzem?
- Był.
- To.. dziwne. Jak byliśmy w szpitalu mój lekarz nazywał się Jeremy Bieber.

piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 7

Hailey's aunt POV


*Cofamy się do wizyty mężczyzny*

- Dam za nią 250 tys.
- Chcę 300. - targowałam.
- Dobra. Umowa stoi. Hailey Matthew jest moja.
Podaliśmy sobie ręce i mężczyzna dał mi teczkę z pieniędzmi, po czym wyszedł, a ja usłyszałam jak ktoś wybiega z domu.
Hailey? Kurwa mać, co ja narobiłam.
Podeszłam do okna i zauważyłam całą sytuację.
Hailey została złapana.
Bierz ją kutasie.
Co kurwa? 
Chłopak podbiegł i przypieprzył mu w nos.
Hailey do cholery!
Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Jasmine.
Pierwszy sygnał,
Drugi sygnał
- Halo? - rozległ się głos w słuchawce
- Sprzedałam ją, ale uciekła gnojowi.
- Jak to kurwa? Gdzie? - spytała siostra
- Skąd mam to wiedzieć?!
- Dobra kurwa jutro będę u ciebie.
Rozłączyłam się.

Następnego dnia czekałam na Jasmine na lotnisku.
- Jesteś już do cholery. - rzuciłam
- Gdzie ta suka pobiegła?
- Nie wiem, z jakimś chłopakiem do samochodu wsiedli i odjechała.
- Pamiętasz rejestrację? - zapytała głupio
- Tak, bo kurwa wszyscy patrzą na rejestrację.
- A jak on wyglądał?
- Miał blond grzywkę opadającą na czoło, widać podkreślone kości policzkowe, tatuaże na rękach, tyle zobaczyłam. - splunęłam
- Bieber.


Justin's POV


Wstałem cichutko, żeby nie obudzić mojej księżniczki. Tak słodko spała.
Bieber się pierwszy raz zakochuje się szczerze?
Nie prawda, spierdalaj podświadomość!
Poszedłem do kuchni, żeby zrobić jej śniadanie.
Hmm.. tylko co by tu...?
Naleśniki!
Wyrobiłem ciasto i powoli wlewałem na patelnię.
W tym czasie na dół zeszła Hailey. Tak śmiesznie wyglądała.
Miała na sobie o wiele za dużą moją koszulę, potargane włosy, rozmazany makijaż.
Była ode mnie o 20 cm niższa, a to trochę dużo
-  Co tak pachnie? - spytała swoim zaspanym głosikiem.
- Naleśniki, lubisz?
- Uwielbiam! - krzyknęła i podbiegła do mnie.
Wyłożyłem wszystkie na talerz, a Hailey nakryła do stołu.
Odsunąłem jej krzesło, a gdy usiadła zrobiłem to samo naprzeciwko niej.
- Nutella, czy masło orzechowe?
- Masło orzechowe i naleśniki? Niee..Masz może syrop klonowy?
- Lubisz syrop klonowy? Myślałem, że nikt nie lubi!
- Uwielbiam!
Podszedłem do szafki i wyjąłem 3 butelki cieczy.
Podszedłem do niej i oboje nalaliśmy sobie chyba z pół litra na jedzenie.
- Mmm cudowne! - jęknęła z przyjemności na co się uśmiechnąłem.
- Ej! Nie wiem co tam robicie, ale proszę - ciszej! - wrzasnęła Jazmyn z salonu.
Widać było, że Hailey zarumieniła się, bo zakryła to ręką.
- Uwielbiam kiedy się rumienisz. - zaśmiałem się. - jeszcze w tej wielkiej koszuli.
- Ejj, ty siedzisz w samych bokserkach. - uśmiechnęła się
Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Justin? Odwieziesz mnie dzisiaj do domu? Nie chcę ci zawracać na głowie.
- Nie zawracasz, jesteś moją przyjaciółką! Chcę żebyś tu była, dopóki nie będę miał pewności, że będziesz w domu bezpieczna.
- A jak nigdy nie będę?
- To na zawsze ze mną zamieszkasz.
- To takie miłe z twojej strony, ale ja nie mogę.
- Nie chcę, żeby ci się krzywda stała.
- Nie stanie, serio.
- Nie będę ryzykował. Mogę cię tylko zawieźć po ubrania do domu. 
- Ale wejdę sama?
- Taa jeszcze czego. A jak cię koleś uprowadzi?
- Nie ufasz mi?
- Pytanie na pytanie?
- Możliwe.
- Tobie ufam, tylko jemu nie.
- A więc wejdziesz ze mną.
- A więc dobrze.
Chwilę patrzyliśmy się na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
- Co to było? - jeszcze się nie opanowałem.
- Nie mam pojęcia - powiedziała dziewczyna przez śmiech.

czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 6

Wyrwałam się z jego uścisku i biegłam przed siebie.
- Justin! Justin! Pomóż mi proszę! - krzyczałam równocześnie płacząc.
Zwolniłam, kiedy już miałam pewność, że ten mężczyzna za mną nie biegnie.
- Justin, gdzie jesteś, proszę.... - szepnęłam sama do siebie.
- Idziemy gówniaro - usłyszałam głos mężczyzny zza siebie.
Oplótł ręką moją szyję.
- Błagam puść mnie! - prosiłam ile się dało.
- Zostaw ją skurwielu! - krzyknął jakiś chłopak.
Justin?
Nie myliłam się, to Justin.
- Nie jest twoja, więc dobrze radzę, chłopczyku, odpierdol się od nie sowich spraw.
Mój przyjaciel... mogę go tak nazwać? On mnie tak nazywa... 
No to.. Mój przyjaciel podszedł do tego palanta co stał za mną i porządnie uderzył mu w nos. Wziął mnie za rękę i zaczęliśmy biec.
- To jeszcze nie koniec Bieber! - krzyknął
Dobiegliśmy do samochodu i wsiedliśmy do niego, a ja cały czas płakałam.
- Jezu, Justin! Dziękuję ci za wszystko - powiedziałam łzawiąc
- Nie masz za co dziękować, powiesz mi co się stało?
- No bo.. - przerwała - ja weszłam do domu usłyszałam jak moja ciocia rozmawia z tym oto mężczyzną, któremu przed chwilą prawdopodobnie złamałeś nos, za co baaaardzo dziękuję, o tym, że ona chce za mnie 300 tysięcy i jak tamten się zgodził, tak na prawdę ich podsłuchiwałam, a jak 'transakcja' dobiegła końca szybko uciekłam z domu, gdy ten mnie zauważył i rzucił coś w stylu ,,jesteś moja'' i ja zaczęłam biec no i dalej znasz całą historię. - powiedziałam na jednym wdechu wybuchając znowu płaczem.
- Masz tu jakąś rodzinę? Czy coś...? - zapytał
Kiwnęłam przecząco głową.
- Czyli jedziemy do mnie?
- Jeśli mogłabym.
- Jesteś moją przyjaciółką, więc w moim domu zawsze będziesz mile widziana.
Zrobiło mi się miło kiedy to powiedział.
Ruszył samochodem.
- Masz szczęście, że zapaliłem papierosa, bo bez tego nie zostałbym dłużej i nie uratowałbym cię.
Zarumieniłam się. To takie fajne usłyszeć takie rzeczy.

- I... Witaj ponownie w apartamencie Biebera. - uśmiechnął się.
Wziął mnie za rękę i weszliśmy, ponownie, do jego domu.
- Uuu Bieber nową laske przytargał? Od ilu jesteście razem? - zapytał damski głos.
- To jest Jazmyn, moja siostra. - szepnął mi do ucha.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi... - powiedziałam nieśmiało.
- Taa, jasne. Ten gość, który obok ciebie stoi nie sprowadza sobie o 23 do domu 'przyjaciółek'
Znowu zarumieniłam się.
- Jazmyn, proszę... - warknął Justin
- Dobra, dobra. - odpowiedziała obrażona.
Justin wziął mnie za rękę i zaprowadził na górę.
- Tu jest łazienka - wskazał palcem na drewniane drzwi. - Możesz wziąć prysznic czy zrobić jakieś babskie sprawy, a ja przyniosę ci jakąś moją koszulę do spania, nie będziesz się w tym męczyła.
Podeszłam do łazienki i czekałam chwilkę na Justina. Przyniósł mi swoją białą koszulę i beżowy ręcznik. Uśmiechnęłam się do niego wchodząc do pomieszczenia.
Zamknęłam drzwi na klucz, rozebrałam się i weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Opadały na mnie gorące kropelki wody - takie jak uwielbiałam.
Po umyciu się wyszłam z kabiny i wytarłam się dokładnie, po czym założyłam koszulę chłopaka i ogarnęłam po sobie łazienkę.
Wyszłam z niej i zaczęłam szukać przyjaciela.
Jak to pięknie brzmi. Hailey Matthew ma przyjaciela.
- Justin? - szepnęłam dość głośno.
Na końcu korytarza uchyliły się drzwi, z których wyszedł Justin.
Podszedł do mnie i się uśmiechnął.
- Wyglądasz przesłodko, księżniczko. - kiedy to powiedział TRZECI RAZ zarumieniłam się.
Drugi raz nazwał mnie księżniczką. Drugi? Chyba tak.
- Chodź, zaprowadzę cię do mojej sypialni. Ja będę spał w salonie. 
Wziął mnie za nadgarstek i lekko pociągnął w stronę dużych drzwi.
- Ja pójdę się odświeżyć i zaraz przyjdę sprawdzić co z tobą, dobrze?
Kiwnęłam twierdząco głową i usiadłam na rogu łóżka.
Jak Justin poszedł przyszła do mnie jego siostra.
- Cześć, Jazmyn jestem. - wyciągnęła do mnie rękę
- Hailey. - powiedziałam z uśmieszkiem chwyciłam jej dłoń. - ile masz lat? 
- Mam 15, a ty?
- Jestem o rok starsza.
- Justin zwykle nie zadaje się z młodszymi, musisz dla niego coś zna..
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - przerwałam jej
- czyć - dokończyła poprzednią wypowiedź - Taa, jasne. - rzuciła i wyszła z pomieszczenia.
Nie musiałam długo czekać, a przyszedł Justin.
- Wszystko okej? - zapytał przeczesując swoje mokre blond włosy ręką.
- Tak, myślę, że tak.
- Ejj, jesteś jakaś przybita. Co się dzieje? Chodzi o Jazmyn?
- Nie, z nią wszystko w porządku, tylko zastanawiałam się... czy... z resztą nie ważne.
- Dawaj, pytaj, luz.
- To głupie, serio.
- Dobra, jak chcesz. - uśmiechnął się.
- To Dobranoc. 
- Dobranoc.
Po tych słowach położyłam się w jego ogromnym łóżku i zasnęłam.

     Poszłam odwiedzić Madison w szpitalu, bo biedna jeszcze w śpiączce leżała. 
Weszłam do sali i zastałam ją w takim samym stanie co wczoraj.
- Madi, wszystko w porządku? - spytałam siadając obok niej
- Jesteś kurwą, Hailey. Jak ty mogłaś.
Nie dała mi nic powiedzieć i znalazła się przede mną dusząc mnie. Jak to możliwe, była w śpiączce?  Traciłam powoli oddech i zapadłam w głęboki sen.

Podniosłam się do pozycji siedzącej na łóżku. Byłam cała zdyszana.
- Co się dzieje? - do pokoju wbiegł Justin.
- Przepraszam, miałam zły sen. Krzyczałam?
- Krzyczałaś. Myślałem, że coś się dzieje, dlatego przyszedłem. - powiedział opiekuńczo.
To takie słodkie jak ktoś się mną opiekuje.
- Jeszcze raz przepraszam.
Justin miał już wyjść, ale mu przerwałam.
- Justin?
- Słucham? - spytał.
- Mógłbyś zostać... ze mną? Boję się. - powiedziałam niepewnie
- Jasne.
Podszedł do mnie i położył się obok, otulając mnie.
Spałam pod jedną kołdrą, na jednym łóżku z przyjacielem, którego znam od 2 dni.
- O to chciałaś spytać wieczorem? 
- Mhmm. - szepnęłam cicho.
- Dobranoc Hailey.
- Dobranoc Justin.
Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że... to może dziwnie zabrzmieć... nigdy do nikogo się nie przytuliłam, oprócz Justina i cioci.

___________
Znowu zły sen... słoodko
Rozdział dodaję rano, bo wczoraj miałam niezłą wenę i napisałam dwa.
Pozdrawiam czytelników:*



środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 5

- Teraz ja mogę ci zadać pytanie?
- Jasne, wal śmiało - powiedziała.
- Wytłumaczysz mi od początku o co chodziło z tym ' został mi rok życia '?
- No to.. ym.. - przerwała - Ja dowiedziałam się, że mam raka mózgu, jak jeszcze byłam we Włoszech.
- Dlatego przyjechałaś tu?
- Daj mi dokończyć. To.. Moja mama powiedziała, że zapłaciła 250 tysięcy za operację, której termin mieli wynaczyć mi dziś. Pojechałam do Atlanty i wtedy poznałam Madison i Ciebie.
- No to chyba dobrze, że będziesz miała operację.
- Lekarz powiedział, że moja mama chciała tylko wiedzieć ile będę żyła. Ona tak na prawdę nie zapłaciła pieniędzy.
- Hailey, tak mi przykro.
- Nie musi ci być przykro, współczucie wywołuje jeszcze większy ból.
- Może powinnaś porozmawiać z mamą?
- Um.. Masz rację. Mogę teraz zadzwonić?
- Jasne, nie ma problemu.

Hailey's POV


Wyciągnęłam telefon i wpisałam numer mamy. 
Pierwszy sygnał - nic
Drugi sygnał - nic
Trzeci sygnał...
- Hailey?
- Mamo?
- Co się stało?
- Dlaczego mnie okłamałaś? - powiedziałam poważnie. - nie zapłaciłaś 250 tysięcy na leczenie.
- Ojj, jak mi przykro - powiedziała ironicznie.
- Dlaczego mnie okłamałaś? - powrórzyłam pytanie.
- Co ty sobie myślisz? Że będę niańczyć chorego bachora? Może jeszcze mam zapłacić taką sumę pieniędzy? - splunęła, a po moich policzkach zaczęły lać się łzy. - Wysłałam cię do ciotki, żeby mieć wreszcie święty spokój. I go mam.
- A wiesz co ja ci powiem? - powiedziałam przez łzy - Powiem ci, że jesteś najgorszą osobą jaką w życiu spotkałam. Czuję do siebie obrzydzenie, że mnie urodziłaś. Jeśli nie chciałaś mnie to po co pieprzyłaś się z moim ojcem? - ostatnie pytanie wykrzyczałam. - Gdyby mnie nie było na świecie byoby lepiej, prawda?
- Hailey...
- Dobranoc, suko. - splunęłam i rozłączyłam się.

- Hailey, co się stało? - pytał Justin.
- Nie, po prostu muszę to wszystko przemyśleć. - powiedziałam, a z oczu kapały mi strumienie łez.
Znacie to uczucie, kiedy najbliższa wam osoba odwraca się od was? O co ja się pytam, oczywiście, że nie.
- Nie chcę ci zawracać głowy, pójdę już. Robi się ciemno.
- Jeśli chcesz możesz zostać na noc. 
- Nie wiem czy mogę.
- Przyjacielowi odmówisz? - spytał uśmiechając się i pokazując rządek białych zębów. 
Zobaczył moją skwaszoną minę, więc odpuścił.
- Doobra, odwieźć cię?
- Jak mógłbyś. Boję się wracać sama, a już ciemno się robi.
Oboje wstaliśmy z kanapy i skierowaliśmy się w stronę drzwi przechodząc przez nie. Justin zamknął je na klucz, po czym udaliśmy się do jego samochodu. Chłopak od razu otworzył mi drzwi ze strony pasażera na co ciepło się uśmiechnęłam. Obszedł auto wsiadając na miejsce kierowcy i ruszył.
- Wiesz, Justin... To miłe.
- Co jest miłe? - powiedział jakby nie wiedział o co chodzi.
- Nigdy nie miałam przyjaciela.
- Nigdy?
- Nigdy w życiu. We Włoszech byłam nikim.
- Włochy to już przeszłość, księżniczko.
Powiedział księżniczko? Dobrze usłyszałam?
- W jeden dzień zrobiłeś dla mnie więcej niż wszyscy przez całe życie.
Kurwa Hailey, ty go znasz 2 dni. Nie mów mu wszystkiego.
- Co ty na to? - wyrwał mnie z rozmyśleń.
- Proszę? - zapytałam
- Słuchałaś w ogóle co mówiłem?
- Szczerze? Ani trochę. - zaśmiał się jak to powiedziałam.
- Mówiłem, że jesteś słodka.
Ja jestem słodka?
Proszę...
W sumie, za rok mnie już tu nie będzie.
To dobrze czy źle?
Chyba dobrze.
Lepiej dla wszystkich dookoła.
- Dziękuję za podwiezienie. - powiedziałam.
- Zobaczymy się jeszcze przyjaciółko?
- Mam taką nadzieję. - uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z saochodu.
Skierowałam się do mojego... znaczy cioci domu. Odworzyłam drzwi, już chciałam krzyknąć do cioci, że jestem, ale była z jakimś facetem i rozmawiali.
- Dam za dziewczynę 250 tysięcy.
- Chcę 300. - syknęła ciocia.
- Umowa stoi. 300 tysięcy za Hailey Matthew.
Najwyraźniej podali sobie ręce, a ja szybko uciekłam z domu. Miałam nadzieję, że zobaczę Justina, ale tak nie było. Już odjechał.
Za mną usłyszałam głos mężczyzny, prawdopodobnie tego co prowadził 'transakcję' z moją ciocią.
Serio mam tak zrytą rodzinę? Matka mnie nienawidzi, ciotka sprzedaje.
- Hailey, pojedziesz teraz ze mną. - splunął i złapał mnie za ramię.

______________
To się porobiło;)
Następny rozdział już jutro, więc czekamy:)
Jak myślicie, Justin uratuje Hailey z kłopotów?

wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 4

- Tak mi przykro, Justin. - powiedziała.
- Ehh, nasz związek i tak nie przetrwałby długo.
 Zrobiłem się lekko smutny, ale Hailey zaczęła od razu mnie pocieszać.
- Justin, jest czternasta, muszę iść. - powiedziała zdenerwowana.
- Gdzie? Może cię odwieźć?

Hailey's POV


Zobaczyłam, że już jest czternasta, a za 15 minut miałam wizytę, żeby mi wyznaczyli termin operacji.
- Justin, jest czternasta, muszę iść. - powiedziałam zdenerwowana.
- Gdzie? Może cię odwieźć?
- Nie trzeba, przejdę się. - powiedziałam i wstałam z miejsca.
- Ale ja nalegam.
- No dobra. 
Biorąc pod uwagę, że miałam 10 minut do badania, a szpital był dosyć daleko od Starbucksa to nie zdążyłabym na czas.
W mgnieniu oka byliśmy już w samochodzie.
- Gdzie zawieźć panią Matthew?
- Proszę pod szpital panie Bieber.
Odjechał z piskiem opon spod kawiarni. Nim się obejrzałam byliśmy pod szpitalem. Wybiegłam z samochodu i od razu pobiegłam pod gabinet. Doznałam ulgi, że  się nie spóźniłam.
- Pani Matthew? Zapraszam.
Wstałam i weszłam do środka. Spojrzałam na nazwisko lekarza;
Jeremy Bieber
Tata Justina?
Uśmiechnęłam się nieśmiało, a on poszedł za szklaną szybę i za chwilę wrócił.
- Został Ci rok życia.
- No dobrze, a kiedy operacja? - spytałam.
- Operacja? - spytał.
- Tak, mama zapłaciła 250 tysięcy za nią.
- Chwila, chwila. Twoja mama to Jasmine Matthew?
- No tak.
 O co mu do cholery chodzi?
Podszedł do komputera i coś zrobił.
- No tak, nie myliłem się. Chciała tylko wiedzieć ile życia Ci zostało.
Wstałam z miejsca w wyszłam z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Z oczu płynęły mi łzy. Dlaczego to zrobiła?
Dopiero wtedy uświadomiłam  sobie, że umieram.
- Hailey, czemu płaczesz? Co się stało? - usłyszałam za sobą głos Justina, który był coraz bardziej słyszalny. Czyli idzie w moją stronę.
Stanęłam i odwróciłam się w jego stronę.
- Umieram.
Justin przyciągnął mnie do siebie. Schowałam głowę w tego tors i zaczęłam coraz mocniej płakać.
- Cii, nie płacz już - uspakajał mnie.
Staliśmy na środku szpitala wtuleni w siebie, nie wiem nawet ile, ale w końcu Justin oderwał się ode mnie.
- Chodź, pojedziemy do mnie i wszystko mi opowiesz.
Kiwnęłam słabo głową i zaciągnęłam rękawy bluzy na nadgarstki ocierając nią powieki.
Justin wziął mnie za rękę i zaprowadził pod samochód. Otworzył mi drzwi, a zaraz później za mną zamknął i obszedł samochód wsiadając na miejsce kierowcy. Gdy odjeżdżaliśmy dalej płakałam.
- To tu.- powiedział otwierając mi drzwi.
Wysiadłam z samochodu i znajdowaliśmy się w ogromnym garażu z kilkunastoma samochodami. Szliśmy w stronę kręconych schodów. Jak weszliśmy na górę zobaczyłam przepiękny dom; białe ściany, czarna podłoga, skórzane meble. Na środku wisiał wielki, plazmowy telewizor.
- Herbaty? - Justin wyrwał mnie z rozmyśleń.
- Chętnie. - odpowiedziałam.
- Usiądź na kanapie, ja zaraz przyjdę - powiedział.
Skierowałam się w stronę pięknej kanapy. Nim się obejrzałam Justin był już z napojem.
- Dziękuję. - powiedziałam upijając łyk.
- Więc.. - zaczął - opowiesz mi o tym co zdarzyło się w szpitalu?
- Um.. nie wiem czy powinnam. - rzuciłam.
Pomimo, że znamy się dopiero 2 dni ufam mu. Ufam jak nikomu innemu.
- Możesz mi zaufać. - położył rękę na moim kolanie.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Został mi rok życia.

Justin's POV


- Możesz mi zaufać - powiedziałem i położyłem moją dłoń na jej kolanie.
- Został mi rok życia.
Hailey zbierała się na płacz, ale w porę przysunąłem się do niej i przytuliłem.
- Cii. Poradzimy sobie. - szepnąłem.
Powiedziałem poradzimy
poradziMY
Dziewczyna oplotła swoimi rękami mój tors.
Poczułem jak jej łzy przemakają moją koszulę. 
Odsunęła się ode mnie.
- Przepraszam, pobrudziłam Ci koszulę.
- I tak jej nie lubię - powiedziałem lekko uśmiechając się.
- Odpowiesz mi na pytanie?
- Słucham.
- Czemu to wszystko dla mnie robisz?
Bo cię kocham.
- Nie mam pojęcia.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 3

Do: Madison
Od: Hailey.
O: 1;34
Może mam z nim porozmawiać?

Czekałam pół godziny, ale odpowiedzi nie dostałam, więc położyłam się spać.

     Znajdowałam się na łące pomiędzy kwiatkami. Na środku znajdowało się drzewo, na jego gałęzi opadała huśtawka, a na niej dziewczynka. Podeszłam bliżej, a ona się odwróciła.
- To przez ciebie. - usłyszałam jej głos.
 To.. moja malutka siostrzyczka. Zginęła jak miała 3 lata. Mama nigdy nie chciała powiedzieć dlaczego. Straciłam ją jak miałam 12 lat.
 - Ja nie żyję przez ciebie. - szepnęła
 - Jak to Charlie? - spytałam.
 - Wolałaś zajmować się tańcem niż mną, więc mama mnie oddała.
 - Oddała cię? Komu?
 - Wilkom na pożarcie. Jestem...

Obudził mnie dzwonek telefonu. Głośno oddychałam z zdenerwowania, ale wzięłam iPhona do ręki. To nie był dzwonek tylko budzik. Czas do szkoły.
Wstałam, wzięłam z szafy czarną bluzkę z piłki ręcznej z napisem 'Matthew 94' i do tego szare legginsy oraz krótkie, czarne conversy. Ubrałam wszystko i poszłam do łazienki zrobić ze sobą porządek.
Wyszłam z łazienki, wzięłam moją czarną torbę z H&M i jak wczoraj pożegnałam się z ciocią i wyszłam z domu.
Po drodze bardzo myślałam o tym śnie. Było wszystko identycznie tylko to 'jestem' na końcu.
Dobra mniejsza z tym.
Naglę rozbrzmiała się piosenka Iggy Azalea 'Black Widow', czyli oznaczało to, że ktoś dzwoni.
Popatrzyłam na wyświetlacz i dzwoniła Madison.
- Madi? - zaczęłam rozmowę.
- Tu mama Madison. - odezwała się kobieta ze strachem w głosie.
- Coś się stało? - spytałam.
- Madi została potrącona przez samochód. Przyjedziesz do szpitala? London 21 Street.
- Już biegnę - rzuciłam przez łzy i rozłączyłam się.
Wsiadłam w autobus numer 80, który jechał pod tą ulicę.
Z oczu ciekły mi łzy, a ja wbiegłam do szpitala i zobaczyłam siedzącą na poczekalni mamę dziewczyny. Szybkim krokiem podeszłam do niej.
- Hailey, przepraszam, że do ciebie zadzwoniłam, ale jesteś jej jedyną przyjaciółką. - powiedziała
- Nic się nie stało. Wyjdzie z tego? - zapytałam
- Nie wiadomo. Sprawca wypadku mówi, że ona wbiegła pod samochód.
- Zadzwonię po Justina.
Miałam do niego numer, bo Madison wysyłała mi screeny z ich SMS'ów jak jeszcze byli razem. 
Odeszłam kawałek, wpisałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Justin?
- Tak, kto dzwoni?
- Hailey. Musisz przyjechać do szpitala na London 21 Street,
- Po co?
- Madison miała wypadek.
- Ona. Mnie. Nie. Interesuje. - podkreślił każde słowo z osobna.
Chwilę milczałam i odwróciłam się w stronę mamy Madison, rozmawiała z lekarzem.
- Nie byłeś fair wobec niej - wydusiłam z siebie.
- Ja? To o kurwa na moim miejscu zrobiłabyś?
- Moglibyśmy porozmawiać w cztery oczy?
- Jasne, w Starbucksie za godzinę?
- Może być. - odpowiedziałam i rozłączyłam się
Podeszłam do mamy Madison i położyłam dłoń na jej ramieniu.
- Jak z nią?
- Na razie jest w śpiączce i kolejne dni mają zadecydować o jej życiu.

Justin's POV


 Zamówiłem dwa cynamonowe frappuccina, usiadłem na końcu i czekałem na Hailey. Nie siedziałem długo sam, bo zaraz przyszła.
- Spóźniłam się? - zapytała.
- Nie, to ja przyszedłem wcześniej. - powiedziałem dając jej kawę.
- Dziękuję, ale przejdźmy do rzeczy. Co miałeś na myśli mówiąc 'Co zrobiłabyś na moim miejscu?'
- Nie wiem jak u Ciebie jest we Włoszech, ale u mnie jak dziewczyna, gdy jest w związku nie całuje innego. - powiedziałem na jednym wdechu.
Hailey rozchyliła lekko usta z wrażenia.
- Nie gadaj, że we Włoszech tak jest. - spytałem zdziwiony
- Nie, nie ma. Chodzi mi raczej o to, że powiedziałeś, że jej nigdy nie kochałeś. - wyciągnęła telefon z kieszeni, pogrzebała w nim i podała mi go. Byłem w szoku. 

     Szedłem ulicą na przystanek autobusowy, bo zabrakło mi paliwa w samochodzie, a nie będę szedł na drugi koniec miasta do domu. Sprawdziłem godzinę i podniosłem głowę. Stała tam Madison. Zdziwiłem się, bo nigdy nie jeździła autobusami. Stała sama, więc zacząłem iść w jej kierunku. Podszedł do niej jakiś gość i przytulili się. Wyglądali jak przyjaciele. Uwolnili się z uścisku i dotknęli się czołami. Coś już było nie tak. Ona uśmiechnięta przybliżyła swoje wargi do jego, aż się napotkały. Całował ją z języczkiem fuu. Przyśpieszyłem krok, a gdy znajdowałem się przy nich wziąłem gościa za szmaty i rzuciłem na ziemię. Usiadłem na nim okrakiem i pięściami zacząłem nawalać jego twarz. Madi próbowała mnie od niego odciągnąć i głośno krzyczała.
- Przestań Justin! Przestań! - wrzasnęła dziewczyna.
Wstałem z niego i wzrok padł na nią.
- Ty z nim?
- Ja go kocham, Justin! - powiedziała ze łzami w oczach.
- A ja? - zapytałem.
- Nigdy cię nie kochałam. - warknęła.
Podeszła do tego faceta, pomogła mu wstać i odeszli. Stałem jak głupi na ulicy z zakrwawionymi rękami. To nie była moja krew tylko tego oblecha.


________

I mamy rozdział trzeci:)
Czytasz?=Komentujesz

niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 2

   Ciocia zapisała mnie do szkoły, gdzie chodziłam już 3 dni. Poznałam Madison i od tego czasu jesteśmy nierozłączne. Poznałam też jej chłopaka. Nazywał się Justin. Wydawał się bardzo miły. 
- Podobasz mi się, ojj bardzo - Justin szepnął mi do ucha przyciskając mnie do ściany.
Nic nie odpowiedziałam, ale zaczęłam całować jego malinowe usta. Odwzajemnił pocałunek. Tak cudownie smakował. Chciałam więcej, coraz więcej. Nagle chłopak wyparował. Dosłownie. Rozpuścił się w powietrzu. Stanęłam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Oglądnęłam się dookoła i zobaczyłam Madison. Była ona ubrana białą krótką sukienkę szpitalną. Nie miała nic na stopach, ale robiła ślady krwi jak szła. Na sercu było widać, że ktoś ją postrzelił. 
- Zraniłaś mnie, zraniłaś mnie Hailey. - mówiła idąc powoli w moją stronę. Znajdowała się 10 metrów ode mnie. Chciałam uciekać, ale byłam cała sparaliżowana. W ułamku sekundy przeniosła się przede mnie, rozszerzyła oczy i zaczęła mnie dusić.
- Zapłacisz za to! On jest mój, a raczej był mój.
Nie mogłam oddychać. Powoli odpływałam i straciłam przytomność.

- Cii, kochanie, nie krzycz - powiedziała ciocia. - to tylko zły sen.
Głaskała mnie po głowie próbując uspokoić. Ja ciągle głośno oddychałam.
- J-ja moc-cno krzycz-załam? - wydusiłam z siebie.
- Troszeczkę, ale teraz śpij, jest czwarta nad ranem. Za 3 godziny cię obudzę do szkoły.
Pokiwałam głową i obróciłam się na drugi bok, żeby zasnąć. Powoli powieki stawały się cięższe, aż w końcu zapadłam w krainę snu.

     Znajdowałam się na łące pomiędzy kwiatkami. Na środku znajdowało się drzewo, na jego gałęzi opadała huśtawka, a na niej dziewczynka. Podeszłam bliżej, a ona się odwróciła.
- To przez ciebie. - usłyszałam jej głos. To.. moja malutka siostrzyczka.
Zginęła jak miała 3 lata. Mama nigdy nie chciała powiedzieć dlaczego. Straciłam ją jak miałam 12 lat.
- Ja nie żyję przez ciebie. - szepnęła
- Jak to Charlie? - spytałam.
- Wolałaś zajmować się tańcem niż mną, więc mama mnie oddała.
- Oddała cię? Komu?
- Wilkom na pożarcie.

- Hailey, wstawaj do szkoły.
Wyrwałam się ze snu i spojrzałam na nią.
Dzięki Bogu.
- Mogę nie iść? - powiedziałam zaspana
- Hailey, masz dzisiaj tylko 3 lekcje, poza tym to drugi dzień szkoły, nie zawal tego.
Wstałam od niechcenia z łóżka, wzięłam świeże ubrania i poszłam do łazienki.
Ubrałam czarne legginsy i bluzkę do pępka ze znakiem nieskończoności na piersi, a na nogi założyłam moje ulubione superstary.
Wzięłam czarną torebkę z H&M i wyszłam z domu żegnając się z ciocią.
Szłam przez park do szkoły.
Gdy weszłam do budynku zobaczyłam idącą w moją stronę z chłopakiem Madison.
- Cześć Hailey. To jest Justin, mój chłopak.
Zamarłam.
Szatyn wpatrywał się we mnie swoimi miodowymi tęczówkami.
- Miło mi, jestem Hailey. - wyciągnęłam do niego rękę, którą uścisnął.
- Pójdę do łazienki, zaraz wrócę - powiedziała Madison.
Zostaliśmy sami.

     Poznałam Madison i od tego czasu jesteśmy nierozłączne. Poznałam też jej chłopaka. Nazywał się Justin. Wydawał się bardzo miły. 

Justin zobaczył, że mu się przyglądam z przerażeniem.
- Mam coś na twarzy czyy?
- Um, przepraszam. Nie, nic nie masz.
- Nie masz za co przepraszać, jest spoko. - kiwnął głową.
Odeszłam od niego i skierowałam się do klasy.
Na korytarzu zobaczyłam plakat.

Zajęcia taneczne w Jumpie
Zapisy do dnia 15 czerwca
Zupełnie za darmo.
Środy i piątki na 18.30
na francuskie 547
Przyjdź na pierwszą lekcje.

Ciocia mi nie pozwoli. 
To twoja pasja, Hailey!
Dobra, nie muszę wysłuchiwać zdania cioci.
Jak tańczę zapominam o wszystkim.

*Wieczorem

Jeszcze pisałam wypracowanie z polskiego na łóżku, aż mój iPhone zawibrował.
Co to znaczy? Dostałam SMS'a

Od: Madison
Do: Hailey
O: 00:58
Hailey, pokłóciłam się z Justinem na zawsze.

Od: Hailey
Do: Madison
O: 1:00
Ejj, nie mów tak. Na pewno się pogodzicie.

Od: Madison
Do: Hailey
O: 1;01
Powiedział, że nie nie kocha i nigdy nie kochał

Zamarłam.


sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 1

-... i 5,6,7,8! Dobrze Hailey. - powiedziała Clara, moja nauczycielka tańca. Uczę się u niej od 7 roku życia. Poszło ci w miarę dobrze.
- Źle poszło, nie oszukujmy się - westchnęłam - denerwuję się.
- Pójdzie wszystko dobrze. Ty się niczym nie martw.
- A jak tomografia wykaże jakąś chorobę? Co wtedy?
- Jesteś zdrową dziewczyną, niczym się nie przejmuj.
- Ja już lecę, bo się spóźnię na autobus. Do widzenia 
- Do widzenia Heiley.
     Spakowałam rzeczy i wyszłam z treningu. Skierowałam się w stronę przystanku autobusowego i stanęłam w oczekiwaniu na swój autobus. Po chwili przyjechał i do niego wsiadłam. Usiadłam na pierwszym lepszym wolnym miejscu, wyciągnęłam swojego iPhone, weszłam w SMS'y i zaczęłam czytać tego od mamy.

     Kochanie, przyjedź szybko do domu. Mamy 3 godziny do badania. Buzi.
                                                                               Mamusia
Schowałam telefon do kieszeni i wstałam, skierowałam się do wyjścia, i wysiadłam z autobusu. Była godzina 10.15. Szybkim krokiem poszłam do domu. Otworzyłam drzwi i przede mną stanęła mama.
- Wreszcie jesteś. - powiedziała
- Musimy jechać?
- Hailey, wiesz że to może zagrażać twojemu życiu, musimy no.
Rzuciłam torbę na podłogę i poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam świeże ubrania. Wyszłam z toalety w mokrych włosach i spojrzałam na zegarek.
- Mamy godzinę córuś. Idź wysusz włosy i jedziemy.
Spojrzałam na nią ostatni raz i skierowałam się do mojego pokoju. milcząc. Podłączyłam suszarkę i zaczęłam suszyć włosy. Po 15 minutach odłączyłam ją z kontaktu i wyszłam z pomieszczenia.
- Jesteś już. Szpital jest dosyć daleko, więc spieszmy się. Jesteśmy umówione na za pół godziny.
- Wiem - warknęłam ze smutną miną.
Razem z mamą ubrałyśmy się i wyszłyśmy na dwór. Podeszłyśmy do samochodu i weszłyśmy do niego. Mama odjechała z piskiem opon

Weszłyśmy do szpitala milcząc. Usiadłyśmy na poczekalni i zaczęłyśmy czekać.
- Panna Hailey Matthew? Zapraszam.
Mama kiwnęła głową dając mi znak, że mam iść. Całe pomieszczenie było białe, a na środku znajdowała się maszyna. Okropnie się bałam.
- Połóż się tutaj.
Lekarz wskazał palcem na materac znajdujący się przed urządzeniem. Zrobiłam co mi kazał.
- Tylko się nie ruszaj, jasne?
- Mhmm - jęknęłam
Poszedł za szklaną szybę i zrobił coś w komputerze. Nagle materac zaczął wsuwać się do środka, a ja coraz bardziej się denerwowałam. Chwilę tam poleżałam i zaczęłam stamtąd wyjeżdżać. Odetchnęłam z ulgą. Lekarz grzecznie mnie wyprosił z sali i poszedł sprawdzać wyniki.
- I było tak źle? - zapytała mama
- Było jeszcze gorzej niż źle. - warknęłam.

- Panny Matthew? Proszę za mną.
Obie weszłyśmy do gabinetu i usiadłyśmy na przeciwko niego.
- Niestety nie mam dobrych wieści. Ma pani nowotwór mózgu.
- Słucham? - krzyknęłam przez łzy. Mama próbowała mnie uspokoić.
- Za późno jest wykryty, nie będziemy w stanie go wyleczyć. Przykro mi.
- C-czyli córka w 100% umrze?
- Nie koniecznie. We Włoszech nie jesteśmy w stanie jej wyleczyć, lecz w Ameryce jest taka możliwość.
- Ile to będzie kosztowało?
- Obawiam się, że powyżej 200 tysięcy, jak nie więcej. - mama złapała się za głowę ocierając łzy.
- Mam oszczędności, zapłacę.
- Mamo, nie. To na twój wymarzony dom.
- Zdrowie jest ważniejsze, córcia.

Rankiem byłam niewyspana. Cały czas myślałam o chorobie i mamie.
- Wstałaś już? - spytała otwierając drzwi. - znalazłam wczoraj dobrą klinikę. Dzwoniłam i chcą 250 tysięcy.
- Mamo ja nie mogę.
- Już załatwiłam. Masz jutro lot do Atlanty.
- Mogę nie przeżyć.
- na 90% będziesz wyleczona.
- A taniec?
- Kochanie, przykro mi. Jeśli chcesz żyć musisz poświęcić taniec.
Spojrzałam na nią i momentalnie z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Tańczę 9 lat... i nagle mam przestać? Nie potrafię. To jest zbyt ważne. Godzinę płakałam i myślałam o tym. Nie mam innego wyjścia. Tak chciał mój los. Wstałam i zaczęłam się pakować. Wzięłam wszystko; ubrania, kosmetyki, buty. Było ciężko spakować się w tak małą walizkę, ale jakoś dałam radę.

     Następnego dnia pojechałyśmy z mamą na lotnisko.
- Nie bierzesz swojego bagażu? - zapytałam zdziwiona.
- Kochanie, nie jadę z tobą. Nie mogę. Na lotnisku w Atlancie będzie ciocia. Pojedziesz z nią do domu. Pisz i dzwoń kiedy chcesz. Zobaczymy się za rok.
 Zesmutniałam, ale przyjęłam to jakoś do wiadomości. Pożegnałam się z mamą i weszłam do samolotu.

_______________________

Rozdział pierwszy jest.
Justin dopiero pojawi się w 2 lub 3 rozdziale.
Będą one pojawiały się codziennie.
Na razie mam jeszcze 1 tydzień ferii, więc luz.
Czytasz? = Skomentujesz?