- Nie wiem co to znaczy, ale mógłbyś pójść tak i no wiesz...
- Uważasz, że to dobry pomysł?
- Ja nigdy nie mam dobrych pomysłów, ale jak... - przerwałam - z resztą nie ważne. Możemy nawet teraz iść.
- A twoja glowa?
- Pieprzyć mój łeb!
Zaśmial się jak to powiedziałam.
- A więc chodźmy..
Oboje wstaliśmy.
- Justin? Bo jest pewnien problem.
- Jaki? - spytal jakby nie wiedział o co mi chodzi.
- Ubrania.
- A tak. Pójdę po jakieś od Jazzy, zmieścisz się chyba, nie? Między wami jest tylko rok.
- Tak, pewnie. - odpowiedziałam
Justin wyszedł z pomieszczenia, a ja usiadłam na łóżku. Nie musiałam długo czekać, bo szybko przyszedł do mnie z rzeczami.
- Dziękuję. - powiedziałam z małym uśmieszkiem
Nic nie powiedział tylko odwzajemnił gest, a ja poszłam do łazienki.
Zrzuciłam z siebie koszulę Justina i włożyłam ją do kosza na brudne rzeczy.
Bo chyba nim był, nie?
No i ubrałam się w rzeczy dziewczyny.
Dała mi czarną koszulkę z napisem 'Fuck Off' i czerwone rurki.
Koszulkę włożyłam w spodnie i lekko ją wypuściłam, po czym wyszłam z łazienki i zeszłam na dół
Justin czekał na mnie już ubrany w czarne rurki i biały t-shirt, który podkreślał jego wyrzeźbioną klatkę piersiową.
- Gotowa? - spytał
- Jak zawsze
Ciepło się do niego uśmiechnęłam i oboje skierowaliśmy się do wiatrołapu. Ubrałam moje białe Superstary, a Justin czarne Supry i wyszliśmy na zewnątrz.
Nie zauważyłam, że chłopak schyla się, żeby zawiązać buta i poszłam dalej wpatrując się w niebo.
- Ey, księżniczko. Nie pędź tak.
Stanęłam i spojrzałam na niego oraz lekko się uśmiechnęłam.
Wtedy potrącił mnie samochód, byłam na środku jezdni.
Czułam, że po mnie spływa krew, ale nic nie usłyszałam. Jedynie tylko karetkę nadjeżdżającą i wtedy urwał mi się film.
Justin's POV
Czekałem na to, żeby któryś z lekarzy raczy mi coś powiedzieć.
W końcu się doczekałem!
- Przepraszam, może mi pan powiedzieć co z moją... dziewczyną?
Dziewczyną mówisz?
Jakbym powiedział, że przyjaciółką uznaliby, że nie jesteśmy rodziną i nie może mi udzielić informacji.
- Przykro mi, nie jest pan z rodziny. Nie możemy udzielać panu takich informacji.
- Znaczyy... Prawie jesteśmy. To moja narzeczona.
- No dobrze, niech panu będzie. Jak się nazywa?
- Hailey Matthew.
- To znaczy, pańska narzeczona jest w ciężkim stanie, zrobiliśmy jej tomografię głowy. Nic nie jest uszkodzone, ale ma nowotwór. Jest cała poobijana, ale nie ma obrażeń wewnętrznych na tą chwilę. Leży w śpiączce. Nie mamy pewności, że się wybudzi.
- Dziękuję, mogę do niej wejść?
- Tak, myślę, że tak. Tylko musi pan nie mówić głośno ze względu na stan pacjentki.
Nic mu nie odpowiedziałem, tylko wszedłem do sali. Na początku patrzyłem w inną stronę, bo bałem się na nią spojrzeć, ale po chwili musiałem. Była cała poobijana, a do ciała miała przypięte kabelki. To one podtrzymywały ją przy życiu.
Podszedłem do niej i usiadłem na krzesełku obok. Wziąłem ją za dłoń i postanowiłem coś z siebie wydusić.
- Hailey, księżniczko. Nie mogę wybaczyć sobie tego. Jakbym nie miał wtedy rozwiązanej sznurówki, zatrzymałbym cię przy jezdni i byłoby okej. Nie wiem, czy jak się obudzisz, będziesz chciała mnie widzieć... Wszystko przeze mnie. Przepraszam za wszystko. Szczerze mówiąc, wiesz? Możesz umrzeć, choć tego tak bardzo nie chcę, i muszę ci coś ważnego powiedzieć. Możesz tego nie słyszeć, ale trudno. Będę w przekonaniu, że ci to powiedziałem, a nie stchórzyłem i milczałem. Kocham cię Hailey Matthew, tak! Dobrze słyszysz, jeśli to w ogóle słyszysz.
- J-ja ci-ieb-ie t-też. - wymamrotała.
Boże ona się budzi, moja mała księżniczka się budzi!
Wybiegłem szybko z sali i zawołałem lekarza.
- Hailey się budzi! Ona się budzi.
Lekarze weszli do sali. Byłem w siódmym niebie.
Moja mała księżniczka się budzi.
I do tego powiedziała, że mnie kocha.
Ja chyba śnię.
Po chwili wyszli z jej sali lekarze. Nie mogłem wyczytać nic z ich twarzy. Oszukanie? Złość?
- Co z nią?
- Nic, pacjentka się nie wybudziła.
Czyli śpi? Do kurwy nędzy, ona nic nie powiedziała?
Siedziałem na korytarzu z głową schowaną w rękach i nie mogłem w to uwierzyć. Jestem wariatem! Czy serio to sobie wymyśliłeś?
Wtedy zauważyłem, że ktoś wybiega z sali.
Hailey? Tak, to była Hailey.
- Jezu, księżniczko co ty robisz? - zerwałem się na proste nogi i ją złapalem
- Justin, nie zwariowałeś.